„Chcieliśmy miejsca, do którego się wraca, a nie tylko przyjeżdża”.
Rozmowa z Anią i Pawłem – nowymi mieszkańcami V etapu Warmińskiego Portu
D.DOM:
Warszawa, intensywna praca, szybkie tempo życia. Skąd pomysł na drugi dom… i dlaczego właśnie Warmia?
Paweł:
To była potrzeba, która dojrzewała w nas od kilku lat. Pracuję jako prawnik w warszawskiej kancelarii – dużo odpowiedzialności, presja czasu, nieustanne decyzje. Po tygodniu takiej pracy naprawdę czujesz, że musisz zmienić rytm, a nie tylko miejsce.
Ania:
U mnie podobnie. Praca w bankowości VIP to ciągła koncentracja, odpowiedzialność, kontakt z ludźmi. Po tygodniu w takim trybie marzysz nie o „atrakcjach”, tylko o spokoju. O powietrzu, którym naprawdę da się oddychać.
Rozważaliście inne lokalizacje – głównie nadmorskie. Co zadecydowało, że wygrało jezioro, a nie morze?
Ania:
Na początku patrzyliśmy bardzo klasycznie: Krynica Morska, Stegna. Ale im dłużej analizowaliśmy temat, tym więcej widzieliśmy minusów. Sezonowość, tłok, apartamenty nastawione głównie na krótkoterminowy wynajem, rotacja ludzi.
Paweł:
I ten brak „domowości”. Nad morzem często czujesz, że jesteś tylko gościem – nawet jeśli masz własne mieszkanie. Tutaj, nad Jezioro Ukiel, od pierwszej wizyty mieliśmy poczucie, że to miejsce do życia, a nie produkt turystyczny.
Czym Warmiński Port przekonał Was ostatecznie?
Paweł:
Skalą i charakterem jeziora. Ukiel potrafi być bardzo różny – z jednej strony ciche zatoki, gdzie możesz popływać kajakiem czy wyjść na SUP o świcie, z drugiej świetnie zaprojektowana infrastruktura: restauracje, plaża miejska, wydarzenia, koncerty. To daje wybór, a nie narzuca styl życia.
Ania:
I samą inwestycją. To nie jest osiedle „pod booking”. Tu mieszkają ludzie, dla których to dom – na stałe albo na weekendy. Bez przypadkowych lokatorów, bez głośnych imprez. Spokój mieszkańców jest realną wartością, a nie hasłem marketingowym.












